PRACA W OGRODZIE  MARYJNYM.
WYWIAD Z KS. M. PISARZAKIEM MIC


Kiedy u księdza zrodziło się powołanie?
Starsze osoby chętnie i szeroko opowiadają swoją historię. W tym stylu spróbuję i ja dać odpowiedź na to pytanie. Otóż, od najmłodszych lat lubiłem pracę w ogrodzie i swoją przyszłość początkowo wiązałem z ogrodnictwem. Jednak po przeżyciu pierwszych w moim życiu misji świętych prowadzonych przez ojców jezuitów w rodzinnej parafii zrodziła się w mojej głowie myśl, aby zostać misjonarzem. Pewnego dnia moja mama zapytała mnie, kim chciałbym zostać w życiu?  Pod wpływem tychże misji powiedziałem, że chciałbym zostać misjonarzem. Sprawa dotarła do mojego proboszcza, który skierował mnie właśnie do Jezuitów. Jednak ci stwierdzili, że owszem, mogliby mnie przyjąć, ale dopiero po maturze. Należało więc myśleć o gimnazjum i o kosztach pobytu w mieście podczas chodzenia do szkoły.

Posłaniem mnie na dalszą naukę byli zainteresowani także moi nauczyciele miejscowej szkoły podstawowej. Chcieli mi okazać pomoc. Na pożegnanie tegorocznej siódmej klasy zorganizowali wycieczkę mojej szkoły do szkoły w sąsiedztwie. Tam religii uczył marianin, wówczas kleryk, później ks. Józef Wołowiec MIC. Po spotkaniu z nim, pewnego dnia udałem się do Skórca na szczegółową poradę. Wkrótce złożyłem dokumenty do gimnazjum prowadzonego przez księży marianów na Bielanach pod Warszawą. W tej szkole spędziłem zaledwie rok, bo została skasowana, jednak atmosfera w niej panująca, w głównej mierze dzięki wychowawcom, wśród których był m.in. ks. Jan Karbasz MIC, rektor szkoły oraz  kleryk Eugeniusz Makulski MIC, opiekun klasy, sprawiła, że w późniejszym czasie zapragnąłem wstąpić do Zgromadzenia. Był to czas zarówno mego wzrostu duchowego, jak i pogłębionych praktyk religijnych – wszystkie elementy sprawiły, że mimo zlikwidowania przez władze komunistyczne placówki na Bielanach, ciągle pozostawała we mnie myśl, aby tam wrócić, wrócić do ukazanego mi stylu myślenia i celu życia. To wspomnienie podtrzymywało we mnie zamiar zostania księdzem jako marianin. Mimo że „kłębiły się” we mnie problemy ideowe wywołane propagandą światopoglądu materialistycznego, gdyż co miesiąc  do internatu przy szkole przyjeżdżał wysłannik partii z prelekcją ideologiczną, i był obowiązek jej wysłuchania.

Po maturze zdecydowałem, że wstąpię do nowicjatu, który traktowałem jako duchowy powrót do tegoż roku spędzonego w mariańskim gimnazjum. Roczny pobyt w nowicjacie oraz pierwszy roku seminarium w Gietrzwałdzie, rozwiały wątpliwości i umacniałem się w podjętej decyzji.


Co marianów wyróżnia spośród innych zgromadzeń?
To zbyt wielka skala: „pośród innych”! – Odpowiadam według pierwszego spojrzenia: Atmosfera, nienapuszony i bezpośredni, prosty styl życia.  Jakby maryjny, służebny i zarazem braterski sposób funkcjonowania.


Co księdza fascynuje w życiu zakonnym?
Zawsze jest ważna wierność pierwszej miłości. Jeśli pierwsza decyzja, zapatrzenie się  i polubienie powołania było prawdziwe, choć jeszcze nie całkowicie dojrzałe i wymagające rozwoju, to w sumieniu pozostaje wierność pierwszemu postanowieniu. Są to postawy egzystencjalne, które, moim zdaniem, potwierdzają osobowość człowieka. To jest bycie/pozostanie w wierności Bogu i samemu sobie. Skoro uczciwie podjąłem taką decyzję, przemyślałem i przemodliłem na tyle, na ile potrafiłem, to należało iść dalej pomimo różnych przeszkód, które z biegiem czasu pojawiały się na mojej życiowej i zakonnej drodze. Pojawiły się nowe sytuacje, które z biegiem lat wołały o konfrontację – czy potwierdzam pierwszą decyzję, czy poddaję ją rewizji i na nowo wybieram – umocniony w powołaniu.
Myślę, że czynnikiem najbardziej inspirującym było pragnienie głębszego poznania charyzmatu marianów. Słowo „charyzmat” pojawiło się w latach po Soborze Watykańskim Drugim. Było ono rozważane na naszych domowych spotkaniach. Mnie osobiście dopingowała własna potrzeba kształtowania i pogłębiania mariańskiej samoświadomości, a także powierzone mi zadanie wychowawcy młodego pokolenia Marianów. W swoim czasie byłem prefektem kleryków, mistrzem nowicjuszy i rektorem alumnów seminarium duchownego. Przez sześć lat byłem też proboszczem konkretnej i licznej parafii. W efekcie przemyśleń formacyjnych i duszpasterskich powstały nawet szczegółowe autorskie publikacje o charyzmacie marianów.


Wywołując do tablicy mariańskie charyzmaty i zadania chciałbym zapytać o ich realizację w zgromadzeniu. Trzy główne charyzmaty, czyli szerzenie kultu Niepokalanego Poczęcia NMP, modlitwa za zmarłych i szeroko pojęta praca duszpasterska i ewangelizacyjna wydaje się, że są aktualne cały czas, a należy zaznaczyć, że zostały dane zgromadzeniu przez Ojca Założyciela 350 lat temu.
Wszystkie trzy charyzmaty na przestrzeni dziejów zawsze były obecne w naszym zakonie, chociaż pojawiały się/przewijały się  w różnej konfiguracji, nieco inaczej pulsując – jeden mocniej, drugi słabiej. Tymi wartościami starają się żyć marianie dzisiaj.
Wśród dociekań/badań historycznych i teologicznych na temat tego, jak to wygadało w mariańskim Zgromadzeniu, najwięcej uwagi poświeciłem kwestiom eschatologicznym, czyli odnoszącym się do obecności w Kościele osób zmarłych i naszej komunii z nimi. Zawsze jednak jest mi bardzo bliski element maryjny, Misterium Niepokalanego Poczęcia NMP.

Po 350 latach można mówić o bogatym procesie włączania się Marianów w misję i potrzeby całego Kościoła. Na skutek zmiennych okoliczności dziejów Kościoła i samego Zgromadzenia oraz poszczególnych współbraci, jak  likwidacja, rozproszenie czy zsyłki do obozów, podejmowany przez  marianów apostolat może wprost nie wynikał z charyzmatu, jednak zawsze mieścił się i był podjęty w ramach ogólnej misji i wrażliwości Kościoła. Mam tu na myśli chociażby tematykę związaną z kultem Miłosierdzia Bożego w nowoczesnej formie nabożności. Trudno, aby marianie mieli wycofać się z tych prac i zagadnień. Nie trzeba się wycofywać z pewnych apostolatów, ale realizować je z myślą, iż dadzą się one podłączyć pod ten pierwotny charyzmat, przejęty od św. Ojca Założyciela.  Znamienna jest końcowa uwaga, podana w pierwszym numerze Dyrektorium: Współbracia w każdej posłudze i dziele, które podejmują, wcielają i wyrażają pełnię charyzmatu Zgromadzenia. Taki zapis stanowi dobry komentarz do Konstytucji (nr 3, o misji Zgromadzenia).


W jaki sposób realizowane są one w zgromadzeniu?
Ważne jest, aby tych praktycznych zastosowań nie ograniczać. Należy mieć na uwadze cały wachlarz możliwości. Trzeba w życie wprowadzać samą ideę i cel nadrzędny: zbawienie dusz. Możliwości są dość określone w nowych konstytucjach  mariańskich. Szczególnie ważne jest pierwsze dyrektorium, które towarzyszy konstytucjom (D 1).  Wymieniono w nim liczne możliwości zastosowań praktycznych idei maryjnej i eschatologicznej oraz realizowania Królestwa Bożego tu i teraz. Wymienione tam możliwości są uzasadnione mariańskim powołaniem, ale nie wyczerpują ani nie zamykają tematu. Dlatego w różnych prowincjach i placówkach mariańskich należy podjąć decyzję co faktycznie  - i jak długo - będzie realizowane, gdyż nie da się wcielić w życie naraz wszystkich zagadnień i możliwych rozwiązań. Trzeba mieć na uwadze tak zwany program strategiczny, polegający na wspólnotowym namyśle i rozeznaniu sytuacji,  po których przyjdą decyzje przełożonych zakonnych co do obrania dalszego zakresu i kierunku działalności apostolskiej.


W jaki sposób realizowany jest apostolat?
Przy małej liczebności członków te same założenia charyzmatyczne i apostolskie wynikające z charyzmatu można realizować nie tylko własnymi siłami (bo brak powołań!), ale także poprzez zaangażowanie osób świeckich. Charyzmat jest wzięty z życia Kościoła i jest jego wspólną duchową wartością. W konkretnej placówce Zgromadzenia – może nielicznej personalnie -  konkretny zespół marianów swoją wrażliwością charyzmatyczną i apostolską obdarowuje innych ludzi i  wciąga ich w realizację podjętych dzieł dla dobra Kościoła. Ma on na uwadze niekoniecznie tylko świeckich, ale i duchownych, pozyskując tym samym sympatyków i współpracowników „w dobrej sprawie”. I dziś mamy takich ludzi, którzy są z nami stowarzyszeni w modlitwie i apostolacie.  Jest to prawdziwe, także tu, w Licheńskim Sanktuarium. Tu współpracuje z nami ponad dwieście osób, nie licząc wolontariatu w okresie pielgrzymkowego sezonu. Do idei współpracy ze świeckimi wprost wzywają nas na nowo zredagowane nasze Konstytucje (nr 3, o misji Zgromadzenia).


Co jeszcze może ksiądz dodać na zakończenie tego wywiadu?
Może tylko takie uzupełnienie: że jednak jestem i pozostaję ogrodnikiem! Bo pracuję i posługuję w Licheńskim Ogrodzie Maryjnym, którego centrum stanowi świątynia – piękna maryjna bazylika.

Rozmawiał Robert Adamczyk
GRUDZIEŃ 2018